brak współlokatorki ma wiele zalet moge chodzic nago po mieszkaniu gotować co lubie kąpać sie 15 razy dziennie bez kazań o czyścioszkowatości moge słuchać ciężkiego rocka i chopina na zmiane
lubie posłuchać nie lubie o tym mówić bo mówienie wymaga tłumaczeń
tłumaczyć nie lubie zwłaszcza się
a powinnam
jestem na skraju nie wychodzi mi już udawanie desperacko rzucam sie na przyjemnosci różne z nadzieją, że coś mnie pociągnie obudzi a tylko nasila sie panika
mimo, iż Tamiza tuż za oknem, najdłuzsza ulica, to london road, że dwa kurki w łazience i okna otwierające się na zewnątrz czasami zapominam gdzie jestem nawet kiedy wysiadam pod big benem zapominam nie myślę
ale kiedy zjeżdżam z m11 na m25 i na horyzoncie majaczą wieżowce londynu wtedy zawsze nachodzi mnie myśl, że jestem za daleko
nie wierze, że można tak samo kochać dwie osoby w tym samym czasie
nie wierze, że można się przyjaźnić tak samo
nie lubie tłoku w przyjaźni w sercu zwłaszcza czyimś
lubie wyłączność
naiwne to dziecinne ale mojej pocharatanej duszy nijak nie da sie wytłumaczyć, że można inaczej i drażni mnie bardzo kiedy słyszę słowa, w których moja duszycza sie rozgrzewała w które długo nie wierzyłam, by w końcu jednak przyjąć je za dobrą monetę.. więc drażni mnie kiedy okazuje się, że nie tylko mi je powtarzano.
siedze sobie w różu różowokratkowe portki pidżamowe, stanik różowy, więcej nic...bo gorąco a gorąco, bo google każe mi szyję owinąć to owinęłam apaszką, różową a jakże i siedze niczym ta świnka pigi gorąco okrutnie i spać sie nie chce proszki na odpędzenie depresyji biorę i mnie nosi w pracy sie jakoś nie spalam znaczy tej energii i zaś siedze po nocach..cóż dzieki bogom jest internet
a internet znów dał mi popalić lubie sobie na coś martwego, nie mogącego odpyskować, wine zrzucić. więc za sprawą internetu i gier mmo (bo gram a jakże) poznałam duszyczę wielce interesującą na tyle, że...że chyba nigdy aż tak no w każdym razie nie ostatnio;) i pmyslałam se, że niewypowiedziane modły wreszcie się spełniły że czekać warto było i że te wszystkie decyzje dobre były, bo doprowadziły mnie do tego miejsca miejsca, od którego wszystko zmienić sie miało, ma, miało..moze wciąż jeszcze ma.. i tu wypada westchnąć
bo ja już nie wiem "czy ja robię z igły widły, czy widły biorę za igłę"?
i chyba nie ma bardziej naiwnej.
cóż..poczekam, zobacze i tak nie mam nic lepszego do roboty...
wróciłam na moment zła i niechętna bardzo deszcz, zimno i brud rozkopane drogi śmierdzący autobus, zły pociąg, zimno lekarz, urząd, lekarz, lekarze zimno i deszcz i mgły
wiekszość urlopu spędziłam w aucie przez szybe polskę oglądałam i rozczulała mnie
tak bardzo, że zła na siebie byłam bo mimo zimna, brudu i...i tego wszystkiego byłam u siebie
i mam pod powiekami te wierzby wzdłuz rzeczki lasy na horyzoncie krzyże przy drodze zrujnowane pałace i kościółki w każdej wiosce topole, cmentarze i...
kase z urzędu państwowego ingliszmeńskiego dostałam grosiwo maleńkie ale zawsze coś, jak powiadają stare góralki
urząd, żeby oddać mi te dziesiąt funciaków, przysłał pisma trzy dwa dotarły na góre, do mieszkania trzecie, przypadkiem na parapecie, obok drzwi wejściowych, znalazłam trzecie najważniejsze z CZEKIEM czek to dla mnie nowość..oglądałam,przewracałam...a że po chleb sie wybierałam, pismo z czekiem w kieszeń i w drogę
w kolejce do okienka swoje odstałam słońce przez wielkie bankowe szyby nie dawało zapomnieć, że wyspa cieplejsza niż kraj przodków. a kiedy już do okienka szczęśliwie dotarłam uśmiechnęłam się ślicznie i mówię: dostałam to i nie wiem co z tym zrobić. panienka uśmiechnęła się śliczniej i pyta: a chcesz mieć to na swoim koncie? kiwnęłam główeczką, podałam kartę, panienka wszystko wypełniła, pieniążki przelała the end
tyle pisania a w sumie wystarczyło napisać, że lubie ten kraj za zorganizowanie za uczynność za to, że sie zgubić nie można za słońce i krokusy w lutym i za ptaki śpiewające